Stóra Dímun jest jedną z najbardziej niedostępnych wysp owczego archipelagu. Od ponad 400 lat zamieszkiwana przez jedną rodzinę, od pokoleń trudniącą się uprawą roli i hodowlą owiec. Obecnie na wyspie zameldowane jest małżeństwo (Eva úr Dímun i Jógvan Jón), dzięki uprzejmości którego mieliśmy możliwość odwiedzenia ich gospodarstwa na Stóra Dímun.

Rejs szybkim pontonem typu RIB z prędkością 80km/h pozwala w niecałą godzinę dotrzeć do klifowego wybrzeża Stóra Dímun. Po drodze można zachwycić się mijaną wyspą Sandoy i licznymi maskonurami żerującymi na oceanie.



Szybki desant na niezwykle śliskie skaliste nabrzeże, gdzie z pomocną dłonią i liną czekał na nas Jógvan Jon.
Nasz przewodnik pokazuje nam najlepszą drogę pomiędzy ogromnymi głazami i szybko docieramy do skalnej ściany.
Do pokonania mamy ponad 100-metrowy klif. Początkowo wspinamy się po trawie, chwytając się jej kępek, następnie ledwo widoczną ścieżką trawersujemy wzdłuż skalnych ścian.


Wspinaczka wśród gniazd maskonurów jest wyjątkowym przeżyciem.
W newralgicznych punktach wsparciem są metalowe barierki i schodki.
Adrenalina buzuje, ale nie taki diabeł straszy jak go malują – bezpiecznie docieramy do płaskowyżu, gdzie znajduje się gospodarstwo Evy i Jógvana.

Nagroda za pokonanie szlaku – maskonury pozujące do zdjęć.
Gospodarze na codzień uprawiają rzepę oraz hodują owce i krowy. Dzięki ciężkiej pracy są praktycznie samowystarczalni. Dodatkowym zajęciem jest mała manufaktura alkoholowa, gdzie powstaje wyjątkowe rabarbarowe wino.

Koncert na końcu świata – Stóra Dímun zaskakuje, a muzyka w wykonaniu farerskiego trio towarzyszy nam w drodze powrotnej.
Stóra Dímun to miejsce ze wszech miar wyjątkowe.
To trzeba przeżyć, tego trzeba doświadczyć.