Longyearbyen – jeszcze dalej na północ

Strona główna » Blog » Longyearbyen – jeszcze dalej na północ

Longyearbyen to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na Ziemi. Położone na archipelagu Svalbard, w samym sercu Arktyki, uchodzi za najbardziej na północ wysunięte miasto świata. Wizyta tutaj to spotkanie z rzeczywistością, w której codzienność miesza się z ekstremalnymi warunkami przyrodniczymi, a człowiek musi nieustannie uczyć się pokory wobec natury.

Od węgla do współczesności

Historia Longyearbyen sięga początków XX wieku, kiedy to w 1906 roku amerykański przedsiębiorca John Munro Longyear założył tu Spitsbergen Coal Company i rozpoczął wydobycie węgla. Osada powstała jako górnicze miasteczko, a jej nazwa – dosłownie „miasto Longyeara” – szybko się przyjęła. Przez dziesięciolecia górnictwo było podstawą egzystencji mieszkańców, zapewniając pracę i zarobki wyższe niż na kontynencie.

Kopalnianą rutynę przerwała II wojna światowa. W dniach 25 VIII – 3 IX 1941 roku w ramach operacji Gauntlet alianci (brytyjsko-kanadyjsko-norwescy) ewakuowali ludność ze Svalbardu i celowo zniszczyli infrastrukturę górniczą oraz podpalili składy węgla, by nie wpadły one w ręce Niemców. Z kolei niemiecka flota podczas akcji Zitronella, 8 września 1943 roku, ostrzelała i podpaliła osady w Isfjorden, w tym Longyearbyen. Drugiego życia miasteczko doczekało się dopiero po wojnie – za sprawą odbudowy. 

Węgiel jeszcze do niedawna definiował tę część świata, a kopalnie dominowały w krajobrazie i gospodarce miasta. Ostateczne zamknięcie ostatniej państwowej kopalni w 2023 roku symbolicznie zakończyło epokę węglową i otworzyło nowy rozdział, w którym na pierwszy plan wysuwają się turystyka i badania naukowe.

Międzynarodowy tygiel

Mieszka tu około 2500 osób, reprezentujących ponad pięćdziesiąt narodowości. To miejsce niezwykle kosmopolityczne, choć oddalone od świata o setki kilometrów. Codziennie słyszy się tu norweski i angielski, ale także rosyjski, niemiecki czy hiszpański. Życie w Longyearbyen ma jednak swoje specyficzne zasady. Na Svalbardzie nie wolno się urodzić. Ma to związek z ograniczoną opieką medyczną i brakiem specjalistycznej pomocy w przypadku powikłań. Dlatego ciężarne wyjeżdżają na kontynent i na archipelag wracają z noworodkami. Oczywiście nie wszystko da się przewidzieć. 9 maja 1913 roku w Gladalen, koło Barentsburga na świat przyszedł Charles Emil Polar Glad. To pierwsze znane dziecko urodzone na Svalbardzie.

Svalbardzkie zasady obejmują również zakaz umierania.  Zmarłych transportuje się poza archipelag, gdyż w wiecznej zmarzlinie ciała nie ulegają rozkładowi, co mogłoby stwarzać zagrożenie epidemiologiczne. Wyjątek stanowi malutki cmentarz nad miasteczkiem. Spoczywają tam dawni mieszkańcy Longyearbyen z lat 1918–1950 – głównie górnicy i osadnicy – w tym siedmiu mężczyzn zmarłych podczas pandemii grypy hiszpanki w 1918 r. (mają własny rząd krzyży). Od 1950 r. na cmentarzu nie dokonuje się już pochówków, choć wyjątkowo dopuszcza się złożenie prochów.

Noce i dnie (polarne)

 Mieszkańcy Svalbardu funkcjonują w rytmie polarnych dni i nocy – od października do lutego panuje całkowita ciemność, a od kwietnia do sierpnia słońce nie zachodzi wcale. Zimą temperatury spadają do minus dwudziestu stopni, latem dochodzą do kilku stopni powyżej zera. Latem mieszkańcy korzystają z uroków dzikiej przyrody, zaś żeby przesypiać noce, wspierają się czarnymi roletami okiennymi, melatoniną oraz opaskami na oczy. Z kolei zimą remedium na niekończącą się ciemność są specjalne lampy naświetlające, sport oraz spotkania towarzyskie. Realia życia w tym specyficznym zakątku świata doskonale opisała Ilona Wiśniewska w swojej debiutanckiej książce pt. „Białe”. 

Mimo izolacji miasto ma bogate życie kulturalne i naukowe. Funkcjonuje tu Uniwersyteckie Centrum Svalbardu, które przyciąga studentów i badaczy z całego globu. Prowadzone są w nim badania nad geologią, klimatem, biologią Arktyki oraz odnawialnymi źródłami energii. Co ciekawe, studenci przechodzą kursy bezpieczeństwa, podczas których uczą się obsługi broni i flar – to niezbędny element do wyjazdu w teren. W Longyearbyen działa również muzeum Svalbardu, opowiadające historię regionu i codzienność dawnych górników, a także North Pole Expedition Museum, dokumentujące zmagania śmiałków, pragnących zdobyć biegun północny. Choć miasto liczy zaledwie kilka tysięcy mieszkańców, można tu znaleźć kino, galerie sztuki, a także znakomite restauracje. Najbardziej znana z nich – Huset, słynie nie tylko z wyśmienitej kuchni, lecz także z piwnicy winnej, której zasoby zaskakują rozmiarem i różnorodnością. 

Jaskrawozielona zorza polarna na nocnym niebie nad oświetlonymi, kolorowymi domami mieszkalnymi

Niecodzienna codzienność

Do osobliwości codzienności należy fakt, że na Svalbardzie żyje więcej niedźwiedzi polarnych niż ludzi. Spotkanie z tym drapieżnikiem jest na tyle realne, że poza granicami miasta obowiązuje nakaz noszenia broni. Chociaż ataki zdarzają się sporadycznie, ostrożność jest niezbędna. Niedźwiedzie rzadko zapuszczają się do samego Longyearbyen, ale wystarczy kilkanaście minut drogi od miasteczka, by znaleźć się na ich terytorium. Ostatni potwierdzony atak z obrażeniami w rejonie Longyearbyen miał miejsce 8 sierpnia 2022 r. w Sveasletta (Isfjorden). Niedźwiedź wtargnął do obozowiska i ranił turystkę. Zwierzę zastrzelono.

Zawiedzeni będą wielbiciele kotów, gdyż w Longyearbyen nie można trzymać tych pociesznych zwierzaków, by chronić lokalne ptactwo. Ze względu na wszechobecny śnieg, w wielu budynkach buty zostawia się przy wejściu. To także nawiązanie do dawnych czasów, gdy wszędzie panował pył węglowy. Dlatego będąc w stolicy Svalbardu lepiej zawsze upewnić się, czy skarpetki, które zakładamy, nie są przypadkiem dziurawe.

Ze względu na swoje położenie, Longyearbyen to dom dla najbardziej na północ wysuniętego kościoła, poczty i browaru na świecie. Położenie na peryferiach świata niesie za sobą jeszcze jeden atut. Na obrzeżach miasta w górze ukryty jest Globalny Bank Nasion – Svalbard Global Seed Vault – który przechowuje nasiona z całego świata, zabezpieczając ludzkość na wypadek globalnej katastrofy.

Turystyka na 78.22°N

Turystyka odgrywa coraz większą rolę w życiu zarówno Longyearbyen, jak i całego archipelagu. Przyjezdni szukają tu niezwykłych doświadczeń, a atrakcji nie brakuje. W bogatej ofercie touroperatorów znajdziemy safari skuterami śnieżnymi, rejsy po fiordach, wyprawy psimi zaprzęgami czy letnie trekkingi po tundrze. Latem popularne są wycieczki statkiem do opuszczonych osad górniczych, takich jak Pyramiden, gdzie czas zatrzymał się w epoce sowieckiej. Dla najbardziej odważnych Longyearbyen stanowi punkt wypadowy w stronę bieguna północnego. 

Baza turystyczna i infrastruktura starają się nadążyć za rosnącymi liczbami przyjezdnych. A tych nie brakuje, gdyż loty w tę część świata są stosunkowo niedrogie – zwłaszcza z Europy. Dobra wiadomość jest również taka, że Spitsbergen to obszar bezwizowy dla wszystkich narodowości. Konieczne może być jedynie uzyskanie wizy tranzytowej na przesiadkę w Norwegii (nie dotyczy obywateli Polski).

Zmiany klimatyczne

Miasto jest jednocześnie symbolem wyzwań, przed jakimi stoi cała planeta. Svalbard to jedno z miejsc, gdzie zmiany klimatyczne postępują najszybciej na świecie. Lodowce topnieją w zastraszającym tempie, a średnia temperatura rośnie tu dwukrotnie szybciej niż w innych zakątkach globu. Longyearbyen staje się więc swoistym laboratorium przyszłości, w którym bada się skutki globalnego ocieplenia, a mieszkańcy uczą się, jak dostosować życie do nowych warunków. Władze inwestują w odnawialne źródła energii, ograniczają emisję CO₂ i starają się tworzyć model miasta, które pokazuje, że nawet na końcu świata można żyć w sposób zrównoważony i w zgodzie z naturą. 

Aż trzy filmy na temat klimatu w Arktyce nakręcił Kuba Witek. „Ruch lodu”, „Gdy zniknie lód” oraz „Plastic Arctic” dokumentują klimatyczne wyzwania Arktyki, których reżyser jest naocznym świadkiem.

Sztuka adaptacji

Największy urok Longyearbyen tkwi jednak w kontrastach. To miejsce, gdzie zorza polarna tańczy nad dachami domów, a skutery śnieżne są tu popularniejsze od samochodów. Luksusowe wina z południa Europy serwuje się w restauracji stojącej na skraju tundry, a opuszczone kopalnie przypominają o trudnej przeszłości. Życie w Longyearbyen to nieustanna gra między surowością natury a ciepłem ludzkich relacji. W tej małej społeczności każdy zna każdego, a obcy szybko staje się znajomym.

Longyearbyen nie jest zwykłym miastem. To opowieść o odwadze i adaptacji, o ludziach, którzy zdecydowali się zamieszkać tam, gdzie dla większości kończy się mapa. To także przypomnienie o kruchości naszej planety i potrzebie troski o jej przyszłość. Dla podróżnika wizyta tutaj to nie tylko przygoda, ale także spotkanie z samym sobą – w miejscu, w którym człowiek pozostaje gościem w królestwie lodu i niedźwiedzi.

Spis treści

© 2023 Copyrights Wyspy Odległe
Design: Proformat